Ile Obywatel jest winien swojemu rządowi?
Posted 2007-11-8 by KapitułaCategories: Ekonomia, Państwo
James Bovard, 6 sierpnia 2007
Kiedy politycy nie obiecują społeczeństwu nowych korzyści, to dla odmiany stale wyliczają obywatelom, ile wielkich rzeczy zawdzięczają oni swojemu rządowi. Od pierwszych lat spędzonych w rządowych szkołach publicznych, dzieciom tłoczy się do głów to, jakie to rząd zapewnia wspaniałe korzyści. Takie ziarno, wcześnie zasiane, często daje później plon w postaci potulności Obywatela wobec rządu w późniejszym życiu.
Niewiele osób próbuje się przez chwilę zastanowić i obliczyć, ile tak naprawdę wynosi ta nasza wdzięczność. Ile Obywatel jest winien swojemu państwu? Albo, mówiąc konkretnie, ile Obywatel zawdzięcza politykom i urzędnikom, którzy twierdzą, że reprezentują i ucieleśniają państwo?
Coraz szerszy zakres zajmowany przez państwo opiekuńcze daje w wyniku, pośrednio albo bezpośrednio, poczucie u polityków i urzędników, że mają oni prawo żądać większego posłuszeństwa i wdzięczności od swoich obywateli. A więc, co daje rząd Obywatelom takiego, czego Obywatele nie mogliby zrobić dla siebie sami tak samo dobrze albo nawet lepiej? To jest pierwsze pytanie, na które trzeba odpowiedzieć, zanim wgłębimy się w tematy wdzięczności i posłuszeństwa obywatela wobec własnego rządu. Dlaczego? Bo jeśli rząd daje Obywatelom coś, co sami zrobiliby samemu lepiej, to Obywatele mają prawo patrzeć na swój rząd jak na szkodnika albo na kłusownika.
W większości przypadków rząd dysponuje tylko tym, co najpierw zabierze swoim własnym Obywatelom z sektora prywatnego. Jak więc Obywatele mogą mieć dług w stosunku do rządu, jeśli praktycznie wszystko to, co rząd ma, zabrał najpierw im? To, że ludzie są zmuszeni do płacenia za pewne dobra i usługi nie w sposób bezpośredni, a pośrednio, czyli za pomocą podatków, nie oznacza jeszcze, że zaciągają oni jakiś dług w stosunku do tych, którzy zabrali im możliwość płacenia. Osoby, które zależą od rządu, owszem - mają dług, ale nie w stosunku do rządu, tylko w stosunku do tych współobywateli, którzy zarabiają pieniądze, które rząd zabiera a następnie oddaje innym.
Niektórzy zwolennicy opieki państwa twierdzą, że powinniśmy być wdzięczni za takie rządowe usługi, jak dostarczanie poczty. Niestety, rząd bardziej zajmuje się atakowaniem prywatnych firm, które są zagrożeniem monopolu priorytetowych przesyłek, niż rzeczywistym rozsyłaniem poczty. Usługi priorytetowe są znacząco wolniejsze niż 40 lat temu, częściowo poprzez celową politykę ograniczania dostarczenia przesyłek na drugi dzień. Na obszarach, gdzie usługi pocztowe bezpośrednio konkurują z prywatnymi firmami, rządowe usługi zebrały straszne cięgi. Obywatele nie mogą więc być dłużnikami z powodu usług pocztowych, bo to właśnie rządowe zakazy blokują powstanie szerszej gamy konkurencyjnych prywatnych usług.
Szkoły publiczne.
Niektórzy uważają, że ludzie mają dług wobec rządu za szkolnictwo publiczne. Tak się jednak składa, że rodzice większości dzieci płaci więcej w podatkach, niż rząd wydaje na edukację ich dzieci. Poza tym, pomimo znacznego wzrostu nakładów na edukację w ciągu ostatnich 15 lat, to amerykańscy licealiści, w porównaniu z uczniami innych krajów, w dziedzinach ścisłych zajmują solidną pozycję na samym dole listy.
Rząd stale zabiera pieniądze rodziców, pieniądze które mogliby przeznaczyć na opłatę za szkoły, a następnie ponosi porażkę w dziedzinie kształcenia ich dzieci, a mimo tego, nie ponosi odpowiedzialności za złamanie de facto zawartej z rodzicami umowy. Śledztwo w wydziale edukacji stanu New Jersey zakończyło się wnioskiem: “Szkoły w okręgu Newark w najlepszych przypadkach w sposób co najmniej rażący były winne opóźnień, a w najgorszych przypadkach stwarzały tylko pozory odnośnie wywiązywania się ze zobowiązań wobec dzieci przyjętych do szkół publicznych”.
Co roku publiczne szkoły opuszcza około 700 tysięcy nastolatków, wielu z umiejętnością pisania i czytania niewystarczającą dla codziennych potrzeb. Ale niezależnie od tego, jak źle urzędnicy resortu edukacji będą wypełniać swoje obowiązki w stosunku do uczniów, rodzice nie mogą zrobić nic więcej niż złożyć pozew sądowy przeciwko wolnej i nieskutecznej biurokracji edukacyjnej. Tyle, że zgodnie z tym, co zauważył profesor prawa Judith Berliner Cohen:
Do dnia dzisiejszego żadnemu z powodów w sądowych procesach nie udało się przekonać sądu, że szkoła powinna dostarczać czegokolwiek więcej niż “krzesła w klasie”. Uczniowie, którym udało się wmówić, że nie ma potrzeby szukania alternatywnych środków nauczania, z całą pewnością na tej swojej wierze stracili.
Bez obecnego pewnego rodzaju monopolu szkół publicznych, stworzona zostałaby dużo szersza sieć szkół prywatnych - szkół, które by reagowały na życzenia rodziców dotyczące nauki dzieci. Szybki rozwój “nauki w domu” (homeschooling), w których uczniowie stale zdobywają lepsze wyniki w standardowych testach, niż uczniowie ze szkół publicznych, pokazuje tylko, o ile lepiej rodzice mogą sobie sami poradzić.
Drogi budowane przez państwo
Obywatel nie posiada też długu wobec rządu za dostarczanie dróg. Pomimo wysokich podatków nakładanych na osoby kupujące paliwo, politycy pozwalają na coraz większe zniszczenie sieci dróg, Interstate Highway System. Według Federalnej Administracji Dróg, około 60% wszystkich międzystanowych dróg jest w złym albo w dopuszczalnym stanie. Kierowcy płacą ponad 140 miliardów dolarów rocznie podatków od paliwa, ale tylko około połowy tych pieniędzy jest wykorzystanych do naprawy albo budowy dróg. Reszta wędruje na inne, polityczne cele.
Drogi są dobrym przykładem z jaką pogardą rząd odnosi się do obywateli, kiedy chodzi o usługi, do finansowania których przecież jesteśmy zmuszani. Pisarz i ekspert w dziedzinie dróg, Gabriel Roth stwierdził, że “amerykańskie drogi cierpią z powodu wszystkich wad gospodarki centralnie sterowanej: są słabo utrzymywane, zatłoczone i urzędnicy mają kompletnie w nosie potrzeby użytkowników.” Ponieważ korki na drogach nic nie kosztują rządowych biurokratów, agencje rządowe mogą kompletnie ignorować wyniki pomiarów natężenia ruchu. W 1990 roku w badaniu, prowadzonym przez inżynierów bezpieczeństwa ruchu drogowego Federalnej Administracji Dróg, stwierdzono, że w większości obszarów, gdzie stale jeździ się za szybko, znaki drogowe wskazują 15 mil na godzinę poniżej maksymalnej bezpiecznej szybkości; że ograniczenia szybkości są za niskie, żeby zostały uznane za rozsądne przez większość kierowców, a tym samym z kierowców jadących rozsądnie i bezpiecznie, tworzy się ludzi łamiących przepisy. Politycy czerpią zyski z nadmiernych ograniczeń szybkości, dzięki większej ilości wystawianych mandatów. Wypadki drogowe i uliczne korki wynikają także z tego, że siły policyjne marnują swój czas, bo skupiają się na wystawianiu mandatów kierowcom, którzy nie tworzą wcale zagrożenia dla innych osób.
Will Rogers zaproponował już dawno temu: “Sposobem na zniknięcie korków jest to, żeby prywatne firmy budowały drogi, a rząd kupował ludziom samochody”. A ponieważ tak się nie dzieje, politycy nadal oczekują podziękowań od Obywateli, mimo dziur w jezdniach wszędzie, gdzie tylko można sięgnąć wzrokiem.
Ochrona policyjna
Czy Obywatele mają wobec swojego rządu dług za to, że utrzymuje on porządek? Wiele departamentów policji z wielkich miast tak naprawdę porzuciło wszelkie poważne wysiłki mające na celu rozwiązanie problemów kradzieży i innych przestępstw, które nie kończą się śmiercią. W District of Columbia, tak dla przykładu, policja aresztuje sprawców w mniej niż 10% przypadków włamań i kradzieży. Za to policja miasta stołecznego ustanowiła rekordowy wynik w aresztowaniach obywateli, których złapano na piciu alkoholu przed werandą własnego domu. Równie mężnie policjanci rozprawiają się z kierowcami, którzy nie zapinają pasów bezpieczeństwa.
Rząd ogranicza posiadanie broni w celu obrony, a więc nie jest zbyt dużym pocieszeniem, że po przestępstwie policjant zjawi się po to, żeby obrysować ciało kredą. Mamy ponad dwa razy więcej prywatnych pracowników ochrony niż mundurowych policjantów. Więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej mieszka w ogrodzonych osiedlach i ma zainstalowane systemy alarmowe. Według kryminologa z Uniwersytetu Stanowego na Florydzie, Gary Klecka, zwyczajni ludzie używają broni w obronie samych siebie ponad 2 miliony razy do roku. Po porównaniu efektów tego, że więcej ludzi nosi przy sobie broń i efektów popularnych reform, ekonomista Jahn Lott stwierdza, że “ze wszystkich metod zbadanych do tej pory przez ekonomistów, noszenie przy sobie ukrytego pistoletu jest najskuteczniejszą w relacji do kosztów metodą na zmniejszanie przestępczości.”
Wojsko i obronność kraju
Obszar, w którym rząd mógłby zapewnić wyjątkowe korzyści swoim obywatelom, to obrona narodowa. Niestety, jeśli rząd zajmuje się tworzeniem sobie wrogów a następnie sam siebie pochwala za to, jaką ochronę zapewnia obywatelom przed wrogami, to nasza korzyść nie jest najwyższego rzędu. Wojna w Iraku najprawdopodobniej będzie kosztować Amerykanów ponad bilion dolarów - wysoka cena za zwycięstwo Busha ogłoszone 1 maja 2003 roku na pokładzie statku “Abraham Lincoln”.
A więc, co dali politycy obywatelom, czego wcześniej od nich nie zabrali? Takie ostateczne podsumowanie powinno zawsze towarzyszyć myśleniu o “dobrach” albo “usługach, które “dostarcza” rząd swoim obywatelom. W rzeczywistości, w większości przypadków, politycy “tworzą” - czyli oddają z powrotem - znacznie mniejszą wartość, niż zabierają. To znaczy, że im więcej zabiera rząd, tym mniej Obywatel jest winien swojemu rządowi.
A ponieważ rząd bierze od Obywateli więcej, niż daje w zamian, to Obywatel jest winien swojemu rządowi tyle, ile jest winien każdemu innemu naciągaczowi albo oszustowi - dokładnie ten sam “szacunek”.
Obywatel nie może być też dłużnikiem wobec państwa albo w stosunku do politycznej obietnicy, której rząd nie wypełni - tak samo, jak umowa zawarta z prywatnym podmiotem gospodarczym ulega rozwiązaniu, jeśli jedna ze stron nie wypełni swojej części umowy. Tak samo obywatele nie mogą być dłużnikami rządu za każdą działalność, którą sami zrobiliby lepiej.
To rząd jest winien posłuszeństwo swoim obywatelom, a nie obywatele winni posłuszeństwo rządowi. Ale im bardziej rozbudowane stają się rządy, tym trudniej jest je zahamować.
James Bovard jest autorem: Attention Deficit Democracy [2006] The Bush Betrayal [2004], Lost Rights [1994] i Terrorism and Tyranny: Trampling Freedom, Justice and Peace to Rid the World of Evil (Palgrave-Macmillan, September 2003) i udziela się jako doradca do spraw polityki The Future of Freedom Foundation. Wyślij do niego email.