Ekonomia dla Obywatela – nr 09 z 10
Walter E. Williams, 8 marca 2006
Wiemy bardzo niewiele o większości rzeczy, które spotykamy i których używamy w codziennym życiu. Każdy z nas posiada wiedzę o drobnych, zwykle mało ważnych sprawach. Na przykład – piekarz może być najlepszym piekarzem w mieście, a mimo tego nie musi znać szczegółów dotyczących składników, które pozwalają mu zostać najlepszym. Na przykład, czy zna technologię wydobycia gazu ziemnego, którego używa do opalania swojego pieca? A skoro już o tym mowa, co wie o produkcji pieców? Albo o składnikach, których używa – o mące, cukrze, drożdżach i mleku. Czy będzie wiedział, jak uprawiać pszenicę i cukier i chronić uprawy przed chorobami i szkodnikami? Czy na pewno będzie wiedział, jak wygląda produkcja wanilii albo drożdży? Równie ważnym pytaniem będzie to, czy osoby, które produkują i dostarczają mu te składniki będą wiedziały co i na kiedy będzie mu potrzebne. Miliony ludzi współpracują ze sobą nawzajem, żeby dostarczyć piekarzowi wszystkie potrzebne mu składniki.
Ten cud, że udaje się to wszystko zrobić w tak wydajny sposób, zawdzięczamy działaniu rynku i cen. To, co nazywamy rynkiem to po prostu zbiór milionów niezależnych osób podejmujących decyzję, nie tylko w Ameryce ale na całym świecie. Kto lub co koordynuje działania tych osób? Zapewniam was, tym kimś nie jest król piekarzy.
Jest kilka sposobów na alokację dóbr i usług. Między innymi są to: zasada kto pierwszy ten lepszy, prezenty, przemoc, dyktatura oraz losowania. Kiedy alokacja jest dokonywana przy pomocy ceny, zdajemy sobie sprawę z korzyści, wydajności których brakuje w innych sposobach. Mechanizm cenowy działa jak światła drogowe. Ceny rosną i spadają, będąc odbiciem niedoborów lub nadwyżek. Kiedy ceny rosną na skutek wysokiego popytu, wysyłają sygnał do producentów, aby zwiększyli produkcję. Dzieje się tak, gdyż zawsze, kiedy cena przekracza koszty produckji, producenci zaczynają zyskiwać. Wysyłają swoje produkty tym, którzy zapłacą najwięcej.
Spójrzmy na jeden ze składników potrzebnych piekarzowi – mąkę. Skąd rolnik wie, że rośnie popyt na pieczywo? Krótka odpowiedź brzmi – nie wie. Wie tylko, że młyny oferują wyższą cenę skupu pszenicy, a więc rolnik planuje zwiększyć obszar obsiany pszenicą, lub planuje sprzedać zgromadzone zapasy. Inaczej mówiąc, ceny pełnią podstawową rolę w przekazywaniu informacji. Co więcej, ceny zmniejszają do minimum ilość informacji, potrzebnej dowolnemu uczestnikowi procesu dostarczania piekarzowi mąki, żeby zaspokoić jego potrzeby.
Co się stanie jeśli politycy stwierdzą, że ceny mąki są za wysokie i wprowadzą ceny regulowane na mąkę, a popyt na pieczywo wzrośnie? Czy rolnicy obsieją większy obszar pszenicą? Czy pracownicy młynów będą pracować w nadgodzinach, żeby wyprodukować więcej mąki? Odpowiedzią jest głośne i dosadne „nie!”. Czemu mieliby to robić, co by zyskali? Wynikiem byłyby braki mąki, ale to nie wszystko, bo ludzie są pomysłowi jeśli chodzi o omijanie przeszkód stawianych przez rząd. Gdyby zostały wprowadzone regulowane ceny na mąkę, powstałby czarny rynek – ludzie kupowaliby i sprzedawali mąkę po niezgodnych z prawem cenach. Jest to zawsze jeden z efektów kontoli nad cenami. Innym efektem byłaby korupcja urzędników, którzy by wiedzieli o niezgodnej z prawem działalności, ale za pewną opłatą zgodziliby się tego nie zauważać.
W roku 303, rzymski cesarz Dioklecjan zarządził, „Powinno być tanio”, twierdząc, że „gdzie tylko maszerują nasze armie, pojawia się bezpodstawna chciwość. Nasze prawo ustali miarę i granicę dla tej chciwości.” Wynikiem kontroli cen, który można było przewidzieć, było powtanie czarnego rynku, głód i konfiskowanie jedzenia przez żołnierzy. Mimo fatalnej historii kontroli cen, politykom nigdy nie udaje się powstrzymać przed manipulowaniem cenami – to spostrzeżenie nie jest pochwałą dla ich umiejętnosci uczenia się czegokolwiek.