Ekonomia dla Obywatela – nr 10 z 10
Walter E. Williams, 10 kwietnia 2006
W dziesięciu krótkich artykułach nie ma sposobu, żeby się choć odrobinę zagłębić w wiedzy ekonomicznej. Tak więc, zakończę tę serię przykładami kilku popularnych sentymentów, które mają duży ładunek emocjonalny ale mało sensu ekonomicznego. Kilka z nich używam jako pomocy naukowych dla moich studentów przed licencjatem.
Dla przykładu, poniższe zdanie ma znaczny oddźwięk: “Źle jest czerpać zysk z cudzego nieszczęścia.” Pytam moich studentów, czy poparli by wprowadzenie przepisów zabraniających takich działań. Ale ostrzegam ich, podając kilka przykładów: ortopedę, który zarabia na twoim nieszczęściu, kiedy złamiesz nogę jeżdżąc na nartach. Kiedy trwa burza śniegowa, wątpię, czy smutek ogarnia serca właścicieli pojazdów pomocy drogowej. Co więcej, mówię moim studentom, że ja także czerpię zysk z ich nieszczęścia – z ich braku wiedzy o teorii ekonomii.
Inny przykład, to stwierdzenie, że ceny są zbyt wysokie. Często o tym dyskutowaliśmy z panią Williams, kiedy byliśmy na początku naszego 44-letniego małżeństwa. Wracała z zakupów i narzekała, że ceny, które trzeba zapłacić w sklepach są szalone. Kiedy już kończyła narzekać, zwykle prosiła mnie, żebym wyładował zakupy z bagażnika. Po skończeniu, wracałem do rozmowy, mówiąc “Kochanie, wydawało mi się, że słyszałem, jak mówisz, że ceny są szalone. Czy jestes osobą szaloną? Tylko szalona osoba może zapłacić szaloną cenę.”
Krótko mówiąc, rozmowy na ten temat nigdy nie były łatwe, aż w końcu przestaliśmy dyskutować o tym kiedy ceny są rozsądne a kiedy nie. Tak naprawdę chodzi o to, że zawsze gdy zawierana jest transakcja oparta o cenę, to spotykają się dwie opinie, kupującego i sprzedającego. Obie strony uznają, że poprawiają swój stan bardziej, niż gdyby skorzystały z drugiej możliwości wyboru – czyli gdyby w ogóle nie zawarły transakcji. Co nie znaczy, że sprzedający nie uznałby wyższej ceny za bardziej zadowalającą, albo że kupujący nie byłby bardziej zadowolony z niższej ceny.
Czy rodzice nie powtarzali Wam “Jeśli coś jest warte zrobienia, to jest też warte, żeby to zrobić dobrze”? To nie jest rozsądne stwierdzenie. Powtarzam moim studentom, często ku ich rozbawieniu, że może wcale nie warto mieć najlepszą możliwą ocenę z zajęć z ekonomii. Spójrzmy na to. Powiedzmy, że mają oni zajęcia z biologii, fizyki, angielskiego i ekonomii. Harują ciężko, żeby dostać 6 z ekonomii, ale spędzanie za dużej ilości czasu na uczeniu się ekonomii odciągnie ich od innych przedmiotów, a więc dostaną 1 z biologii, 4 z fizyki i 3 z angielskiego. Średnia ocen na semestr – 3,5. Lepiej by im poszło, z punktu widzenia średniej, gdyby spędzili mniej czasu na ekonomii, na przykład otrzymując ocenę 4, poświęcając więcej czasu na biologię i angielski, dostając 4 z tych przedmiotów. Mieliby wyższą średnią za semest (4,0) i nie byliby zagrożeni powtarzaniem roku.
Inny przykład: możesz poprosić żonę, żeby zanim wrócisz z pracy, dom był posprzątany tak dokładnie, jak to możliwe. Wracasz z pracy, dom jest błyszczący. Chwalisz ją, mówiąc “Kochanie, świetna robota. Co dziś na obiad? Gdzie są dzieci?” Ona odpowiada “Nie wiem, gdzie są dzieci, no i nie ma obiadu, ale za to dom jest błyszczący”. Podobnie jak zdobycie najwyższej możliwej oceny z ekonomii nie jest optymalne, to tak samo jest ze zrobieniem wszystkiego, co możliwe, żeby posprzątać dom.
Wreszcie, jest takie powiedzenie “Ostrożności nigdy nie za wiele”. Owszem, czasem za wiele. Ile osób spośród nas sprawdza układ hamulcowy w naszych samochodach zanim uruchomi silnik i pojedzie do pracy? Zrobienie tego byłoby bezpieczniejsze, niż po prostu przyjęcie, że hamulce są sprawne i że można ruszać przed siebie. Ostatecznie NASA, przed wystrzeleniem statku kosmicznego, nie robi takich założeń. Sprawdzają wszystkie systemy, nie zakładając z góry, że wszystkie działają. Jeśli nie mamy racji i jesteśmy zbyt ostrożni, to ponosimy tego koszty, podobnie jak wtedy, gdy mylimy się i jesteśmy zbyt mało ostrożni. Ale dla danego przypadku, jeden wybór może być bardziej kosztowny niż drugi.